Pierwsze koty za płoty

Od kilku tygodni staram się unikać towarzystwa Ani, bo robi mi się głupio na samą myśl, że miałbym jej tak po prostu spojrzeć w oczy po tym, jak ostatnim razem zrzygałem się na jej widok… Oczywiście nie było to spowodowane jej wyglądem, bo pod tym względem dziewczyna jest ideałem. Chodzi po prostu o to, że kiedy tylko pomyślę, jak bardzo mi na niej zależy, wszystko co znajduje się w moim żołądku robi fikołka, a mną szarpie odruch wymiotny. Może to głupie, ale nigdy nie czułem się w ten sposób w towarzystwie kogokolwiek. To tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że Ania jest moim przeznaczeniem. Muszę tylko jakoś poskromić bestię w postaci moich emocji i rozkochać ją w sobie, zamiast wygłupiać się na każdym kroku, tak jak to było dotychczas.
Z drugiej strony, za każdym razem, kiedy próbuję obmyślić plan, jak to zrealizować, do głowy nie przychodzi mi nic mądrego. Wystarczy, że ją zobaczę – nawet w odległości kilkudziesięciu metrów – zaczynam czuć się jak idiota. Ba! Nie tylko czuć! Ja się po prostu tak zachowuję! A przecież idiotą nie jestem. Szkoda tylko, że nie znam żadnego sposobu, jak miałbym przekonać do tego Anię.

Dzisiaj obudziłem się z myślą, że czas przestać jej unikać jak jakiegoś mitycznego potwora. Przecież w najgorszym wypadku po prostu się zbłaźnię, a co, jak co – do tego Ania powinna już przywyknąć. Wstałem z łóżka, wyszykowałem się i poszedłem na zajęcia w przyszpitalnej szkole. Od razu po wejściu do sali udałem się do ostatniego rzędu ławek, żeby nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi kogolwiek. Zacząłem rozpakowywać swoje rzeczy, kiedy usłyszałem ciche:

- Przepraszam, czy miejsce koło Ciebie jest wolne?

Zdębiałem na sam dźwięk tego głosu. To znowu była Ania. Chyba się jeszcze nie nauczyła, że koło mnie nie należy siadać, gdyż grozi to pawiem.

- Owszem, jest. – Postarałem się odpowiedzieć jak najbardziej obojętnym tonem, co przyniosło raczej średni rezultat. – Natomiast nie wiem, czy to jest dobry pomysł, żebyś zajęła je akurat ty.

- Nie życzysz sobie mojego towarzystwa? W takim razie mogę usiąść gdzieś indziej.

W tym właśnie momencie zacząłem zastanawiać się, kto jest większym kretynem. Ja – odpowiadając w ten sposób – czy też ona – myśląc, że jej towarzystwo mogłoby mi nie odpowiadać.

- Wiesz, nie o to chodzi. Po prostu uważam że tak byłoby dla Ciebie bezpieczniej.

- Ach, mówisz o ostatnim ekscesie? Spokojna głowa. Zabezpieczyłam się na podobną okoliczność. Masz – torebki jednorazowe. Na wypadek, gdybyś znowu miał zwrócić swoje śniadanie na mój widok.

Zacząłem się śmiać, choć wcale nie było mi do śmiechu. Mimo tego, przyjąłem „prezent” i odwróciłem się w stronę nauczyciela, który mówił coś o rzeczach, które w tym momencie przestały mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Teraz liczyło się tylko to, że jakimś cudem Ania chciała siedzieć ze mną w ławce, nie zważając na to, że ostatnim razem nie skończyło się to najlepiej.

Zajęcia minęły mi bardzo szybko. Choć z drugiej strony, jakoś niespecjalnie mnie to zaskakuje. Wiecie dlaczego? Przegadaliśmy z Anią cały ten czas. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a ja zauważyłem, że im mniej się staram, tym naturalniej przebiega nasza rozmowa. Dowiedziałem się, że Ania jest ode mnie o rok młodsza. Choruje na anokresję zdecydowanie dłużej, niż ja. Była już w kilku szpitalach, a każda przygoda kończy się tak samo – wychodzi ze szpitala, ma już być normalnie i za jakiś czas znowu tam trafia – w jeszcze gorszym stanie, niż poprzednim razem. Pomimo tego, jest zwyczajną dziewczyną, która chce po prostu być szczęśliwa. Opowiadała mi o tym, czym się interesuje – niektóre z zainteresowań są nawet podobne do moich – o tym, że chce zostać dziennikarką, że dużo czyta. Już zaczynałem coraz bardziej pogrążać się w marzeniach o niej, jako mojej przyszłej dziewczynie, kiedy z zamyślenia wyrwał mnie Maciek:

- Cześć, jak tam minął dzień?

- Jak to, jak. Siedzieliśmy w tej samej klasie, na tych samych zajęciach. Chyba widziałeś, jak minął mój dzień.

- No, patrzcie! Jeden dzień porozmawiał z Anią i już taki ważny się zrobił, że zapomniał, z kim spędzał całe godziny przed jej pojawieniem się.

- Głupi! Nie zapomniałem, po prostu…

- Co po prostu? Coś się zmieniło?

- Nie wiem, czy coś się zmieniło. Widziałeś, rozmawialiśmy przez cały pobyt w szkole. Wygląda na to, że ta dziewczyna nie ma żadnych wad.

- No i dzisiaj udało Ci się powstrzymać mdłości. – Maciek zaczął suszyć zęby.

- Udało się, to prawda. Dzisiaj w ogóle było jakoś inaczej…

- Inaczej? Co masz na myśli.

- Ona jest taka… hmmm… normalna. Tak, to określenie chyba najlepiej do niej pasuje.

- Oj, chłopaku, nie wiem co się z Tobą dzisiaj stało, ale powinieneś wiedzieć, że nikt, kto wylądował w psychiatryku nie jest normalny.

Zaśmiałem się pod nosem, bo uwaga Maćka była przeze mnie zupełnie nieoczekiwana. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nawet przez chwilę nad tym, że osoba z zewnątrz może naprawdę pomyśleć o mnie jak o czubku. Z drugiej strony, prawda była taka, że leżałem „u czubków”, co automatycznie czyniło mnie jednym z nich.

- Nad czym się znowu tak zastanawiasz?

- Zupełnie nad niczym – skłamałem.

- Nawet nie próbuj kłamać. Widzę, że coś jest na rzeczy.

Maciek był jedną z tych osób, którym zawsze zazdrościłem daru rozpoznawania fałszu. Kogo, jak kogo, ale jego nigdy nikt nie potrafił oszukać.

- Tak się po prostu zastanawiam… Dzisiejszy dzień był naprawdę super. Tylko, czy ona jeszcze będzie miała ochotę spędzić ze mną czas? Wiesz… Ktoś taki jak ona, może przebierać sobie w chłopakach. Myślisz, że będzie się chciała ze mną jeszcze spotkać?

- Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości, spójrz na korytarz.

Odwróciłem wzrok w stronę korytarza i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Zza futryny głowę wystawiała Ania i z szerokim uśmiechem zapytała:

- Przeszkadzam?

- Nie, nie przeszkadzasz. Oczywiście, że nie przeszkadzasz. – spojrzałem na Maćka, a ten tylko wzruszył ramionami i zaczął się szczerzyć.

- To ja już może pójdę. – Maciek zaczął się podnosić z krzesła stojącego przy moim łóżku, a zaraz po tym miejsce na krześle zajęła Ania.

- Dzięki za odwiedziny. Przyjdę później do Twojej sali, okej?

- Nie ma sprawy. Wiesz gdzie mnie szukać.

Kiedy tylko Maciej przekroczył próg mojej sali, z powrotem przeniosłem wzrok na Anię. Patrzyłem na nią jak na cud natury. Choć tym razem, ona wpatrywała się we mnie w zupełnie inny sposób, niż dotychczas. O ile w ogóle nie był to pierwszy raz, kiedy mi się przyglądała. Trwaliśmy tak przez chwilę, aż zapytała:

- Masz jakieś plany na jutro po szkole?

To pytanie zupełnie mnie rozbawiło. Musicie wiedzieć, że tutaj – w psychiatryku – takie coś, jak plany na jutro w zasadzie nie występuje. Chyba, że planami można nazwać leżenie w łóżku, bądź siedzenie w szpitalnej świetlicy. Mimo tego, postanowiłem odpowiedzieć.

- Nie mam. Łóżko, albo świetlica – to są moje plany.

- Świetnie. W takim razie pójdziemy na spacer.

Zupełnie mnie zamurowało. Miesiącami zastanawiałem się, co mogę zrobić, żeby spędzić z Anią jak najwięcej czasu – najlepiej sam na sam – a dzisiaj to ona stwierdza, że jutro idziemy na spacer. Nawet nie zapytała. Po prostu tak postanowiła, a ja nie śmiałbym w żaden sposób odmówić. Zacząłem się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi. Na szczęście w porę doprowadziłem się do porządku. Obiecałem sobie, że przestanę wszystko tak skrupulatnie analizować, bo dotychczas efekty nie były zbyt zadowalające. Natomiast bez obmyślania durnych planów osiągnąłem tyle, że jutro idę na randkę z dziewczyną, o której nie mogę przestać myśleć już od pierwszej chwili, kiedy na nią spojrzałem.

- W takim razie pójdziemy. – uśmiechnąłem się, a Ania puściła mi oczko.

- To teraz leć do Maćka. A my widzimy się jutro.

Oczywiście, że polecę do Maćka – pomyślałem. Przecież muszę mu o tym powiedzieć. Już się nie mogę doczekać, kiedy zobaczę jego minę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>